Giżycki Klub Sportowy GKS Mamry Giżycko
Nowości i aktualności
Zapraszamy na nowy serwis GKS Mamry Giżycko
2015-12-28
Szanowni Kibice, bardzo dziękujemy za odwiedzanie naszego serwisu przez wiele lat. Pierwszy wpis
(więcej)
IX kolejka w Ornecie
2015-09-19
GKS MAMRY Giżycko IX kolejkę IV ligi rozegrali w Ornecie. W 25 minucie spotkania na prowadzen
(więcej)
Puchar Polski 2015/2016 grupa WM ZPN
2015-09-19
W dniu 16.09.2015 roku o godzinie 15:30 rozegrany został mecz w I rundzie Pucharu Polski 2015/20126
(więcej)
VIII kolejka na kolejnym wyjeździe
2015-09-13
MAMRY Giżycko VIII kolejkę IV ligi rozegrały na kolejnym wyjeździe z POLONIĄ Pasłęk. Pierwsza
(więcej)
VII kolejka na wyjeździe...
2015-09-07
VII kolejkę IV ligi w dniu 05.09.2015 roku MAMRY rozegrały na wyjeździe w Janowcu Kościelnym.
(więcej)
Powrót
Rozmowa z trenerem Giżyckiego Klubu Sportowego Mamry Andrzejem Klimowiczem
2005-12-08 / 13:05:50
Piłka to styl życia

Andrzej Klimowicz objął zespół Mamr w połowie roku. W 15 spotkaniach drużyna, którą prowadzi przegrała tylko raz - z Granicą Bezledy (wynik ten zweryfikowano jako walkower dla GKS - red.). Po zakończeniu pierwszej rudny giżycczanie zajmują 2. miejsce w grupie 1 z tą samą sumą punktów, co prowadzący MKS Szczytno, mając 5 pkt. przewagi nad Pisą Barczewo. To bardzo dobry wynik, zważywszy na to, że drużyna Giżyckiego Klubu Sportowego jest w fazie... budowy.

Jakie cele stawiano Ci, powierzając drużynę?

Celem jaki mi postawiono był awans do IV ligi. Po kilku treningach stwierdziłem jednak, że warunku tego nie mogę zrealizować, bo zespół prezentował zbyt niski poziom sportowy. Nakłoniłem zarząd do zmiany koncepcji i do budowy solidnej drużyny od podstaw. Wspólnie uznaliśmy, że ambicje były trochę na wyrost i nawet w przypadku awansu nie będziemy w stanie utrzymać się w IV lidze. Już w trakcie rozgrywek do zespołu wróciło kilku starszych zawodników, co dało nam wiele - także w sensie motywacyjnym. W momencie kiedy obejmowałem klub plany zajęcia jednego z dwóch pierwszych miejsc były mało realne. Poza tym jeszcze przed starem zauważyłem, że w drużynie jest coś nie tak. Wydaje mi się, że od razu udało mi się jednak poprawić atmosferę w drużynie, jeden na drugiego przestał patrzeć wilkiem.

A jak ci się to udało?

Mam kilka zasad, które staram się wpajać zawodnikom. Dla mnie nieważny jest staż, nazwisko i zasługi, a liczy się tylko udział w treningach, zaangażowanie. Na tej zasadzie odbywała się selekcja. Czasami kibice dziwili się i zastanawiali, dlaczego gra ten, a tamten nie. Ano właśnie dlatego, że nie trenował. Prosta rzecz. Skończyły się niesnaski pomiędzy zawodnikami, bo każdy znał reguły i wiedział, że będą egzekwowane. To juz dało efekt.

Wiodło wam się bardzo dobrze w rundzie jesiennej. Widać konsolidację w zespole i chęć grania. Nie boisz się takiego momentu, że kiedy zaczniecie przegrywać zespół zacznie kruszeć?

Nie boję się tego momentu. Myślę, że przez to, że w ciągu całej rundy dawałem wszystkim pograć, nikt nie czuje się odrzucony, a ci, którzy mają miejsce w pierwszym składzie nie mogą być pewni, że stan ten będzie trwał wiecznie, bo młodzi depczą im po piętach. Moją większą obawą są tak zwane sprawy pozaboiskowe. Liczę się z tym, że na wiosnę zaczną się matury, promocje do następnych klas, szkoła - to wszystko może wpłynąć na to, że niektórzy będą mogli zaniedbać treningi.

Pracowałeś w kilku klubach jako trener. Co wyróżnia Mamry spośród nich?

Co mnie ujęło? Tu w Giżycku czuje się klimat piłki, zainteresowanie prezesów, działaczy. Ja jako trener i zawodnicy wiemy, że ktoś się nami zajmuje, opiekuje, że ktoś się interesuje, pyta o nasze potrzeby. Czuje się też rękę prezesa, bo nigdzie do codzienności nie należy, że prezes pomaga w zakupie samochodu zawodnikowi, żeby ten mógł dojeżdżać na mecze i treningi. To naprawdę wyjatkowa postawa. W innych klubach spotkałem się, niestety, z filozofią przetrwania. Tam nie stawiano sobie celów, nie interesowano się ani drużyną, ani problemami zawodników. To dla mnie sytuacja nie do pogodzenia, bo nie lubię grać bez jakichś założeń, celów. Nie lubię grać, jeżeli nie ma o co grać. Jak się myśli, że gramy, bo gramy, to w takiej sytuacji nie ma czym, nie ma jak zmotywować zawodników. Tu w Mamrach jest inaczej i to dla mnie sytuacja komfortowa, bo i zawodnicy mają do wypełnienia pewną misję, a każdy mecz, każdy trening ma nas do tego zbliżać. Ten najbliższy cel to IV liga.

Zaraz, zaraz. Przecież mówiłeś, że IV liga jest niemożliwa do osiągnięcia z tym zespołem.

Zawsze próbuję wytłumaczyć, że awansować do wyższej ligi jest łatwiej, niż się w niej utrzymać. Spójrzmy na przykłady Rominty Gołdap i Mazura Ełk. Obydwie te ekipy osiągnęły sukces, awansowały do IV ligi, a teraz są poważnie zagrożone spadkiem. Ich przykład daje wiele do myślenia, jednak z takiej szansy, jaka się otwiera nie zamierzamy rezygnować!

Podziwiam twój pragmatyzm, ale wyobraźnię kibiców pobudzają dotychczasowe osiągnięcia zespołu. Jesteście współliderem rozgrywek, macie 5 punktów przewagi nad Pisą Barczewo. To doskonała sytuacja przed rundą rewanżową.

Cieszę się, że jesteśmy zespołem, który dyktuje warunki. Nie przegraliśmy żadnego meczu z wyjątkiem porażki z Bezledami, za którą ostatecznie otrzymaliśmy walkowerem 3 punkty.

Czy mówienie o tym, że na awans jest za wcześnie nie jest asekuracją z Twojej strony?

Nie. Nie chcę robić niczego na siłę, nie licząc się z faktami, ale i tak będziemy grać o najwyższe cele. Na dzisiaj wiem, czego brakuje temu zespołowi, by radzić sobie w wyższej lidze. Brakuje mu między innymi zawodnika na lewą stronę pomocy.

Czy takim rozwiązaniem może być Piotr Bójko z Mazura Pisz, który imponuje grą w amatorskim zespole Maszbudu w rozgrywkach halowych?

Tak. Jestem zainteresowany tym zawodnikiem. To piłkarz lewonożny, szybki i pomysłowo grający, dobrze przygotowany motorycznie. Już dwa razy z nami trenował i pokazał, że umie grać na jeden kontakt, a także kombinacyjnie, kiedy trzeba wraca do obrony. Mógłby być wartościowym wzmocnieniem naszych skrzydeł. Zgłosił akces do klubu i to jest najważniejsze, bo tutaj nikt nie jest za karę, tylko dlatego, że to lubi. Mamy także inna opcję. Jest nią Rober Lech, obecnie grający w Mazurze Ełk. To piłkarz słynący z bardzo dobrych wykonań rzutów wolnych, stałych fragmentów gry, ale jego pozycja jest słabsza, bo nam się w tym sezonie objawił jako wykonawca rzutów wolnych Grzegorz Bierć, a jest jeszcze Michał Sadłos. Gdyby doszło do przejścia Bójki, sprawa Lecha stałaby się mniej aktualna.

Czy planujesz jeszcze jakieś zmiany w składzie?

Poza tymi zawodnikami brakuje mi piłkarza do środka pomocy. Takim zawodnikiem może być Mariusz Machniak z Vęgorii. Już są poczynione pewne ustalenia w sprawie jego ewentualnego przejścia. Nie ma przeszkód formalnych w jego grze u nas. To bramkostrzelny zawodnik, najlepszy strzelec węgorzewskiej drużyny, który ma za sobą występy w amatorskich drużynach Bayeru Leverkusen, a wcześniej także Granicy Kętrzyn. Właśnie ten ostatni klub czynił o niego starania i Mariusz był bliski przejścia do nich, jednak ostatecznie stwierdził, że chce grać u mnie, z czego bardzo się cieszę. Żeby było jasne - nie zabiegałem o tego zawodnika, a on sam przyszedł do mnie z ofertą. Wierzę, że jego umiejętności piłkarskie pozwolą mu szybko się w Giżycku zaaklimatyzować i wkomponować w zespół. To piłkarz, który - jak to mówimy - ma dwie nogi, dobry przegląd sytuacji, przyjęcie piłki, dokładne zagranie. Na pewno nam się przyda.

Miałem przyjemność obserwować wasze mecze rundy jesiennej na boisku w Giżycku i na stadionach rywali. Zauważyłem, że korzystniej wypadacie na wyjazdach. Z czego to wynika?

To chyba subiektywne spostrzeżenie, ale jednak bym się ku niemu przychylił. Przed swoją publicznością zawodnicy grają jakby bardziej obciążeni, blokują się, bo chcą dobrze wypaść. Na wyjazdach te czynniki nie działają i rzeczywiście wypadają lepiej, potrafią zagrać na większym luzie.

Zwykle własna publiczność jest dwunastym zawodnikiem. Na Mamrach tego chyba nie da się odczuć.

Nie do końca. Jest doping nielicznego na razie klubu kibica, który jest zawodnikom bardzo potrzebny. Dziękujemy i tym kilki lub kilkunastu chłopakom, którzy nas wspierają okrzykami. To dla nas bardzo ważne.

Jesteś bardzo łagodny w tych ocenach. Moje obserwacje są inne. Widzę, że od lat przychodzi się na stadion po to, żeby się pośmiać z kiksów własnych zawodników, czasem nawet im naubliżać. Daliście w tym sezonie mało powodów do takich zachowań, ale jednak one się zdarzają.

Ja tego nie odczułem. Wręcz przeciwnie. Często kibice przychodzili do mnie po meczu, dziękując za grę i zwycięstwo. To mnie bardzo zdziwiło. Zdziwiło mnie też jak panowie grubo po sześćdziesiątce mieli przyjemność z tego, że mogli podejść do mnie i przywitać się. Loże szyderców są na każdym stadionie. Ostatnio w trakcie meczu ktoś z tego towarzystwa miał pretensje o grę poszczególnych zawodników. Załatwiłem to krótko. Zaproponowałem żebyśmy się zamienili miejscami - ja pójdę na trybuny i będę krzyczał, a swoje miejsce zwolnię temu najbardziej hałaśliwemu. Reakcja była taka, że się przeprosiliśmy i pozostaliśmy na swoich miejscach, a ten pan przyznał, że nie ma zastrzeżeń i dalej obserwował mecz. Ale to był tylko epizod. Cieszę się też, że zawodnicy są skonsolidowani i nie pozwalają sobie na to, żeby ich ktoś lżył i instruował z trybun. Zawodnicy, zwłaszcza ci młodzi stażem i wiekiem, muszą popełniać błędy i to właśnie na boisku. Inaczej nigdy nie nauczą się grać. Trzeba wykazać wobec nich więcej cierpliwości i życzliwości. Większość to rozumie, a po frekwencji widać, że ludzie chcą nas oglądać.

Od zawsze byłem pełen podziwu dla ludzi, którzy z narażeniem zdrowia (bo to przecież sport), poświęcając swój wolny czas, życie rodzinne w ogóle chcą grać w piłkę, nie mając z tego korzyści materialnych. To duże wyrzeczenie. Jak mobilizować takich zawodników?

Po pierwsze jeśli jest atmosfera w drużynie, to się chętnie przychodzi do szatni. Jeżeli są zwycięstwa, top tez jest bodziec. Tu powiem nieskromnie, że jeżeli treningi są ciekawe i urozmaicone, to też jest to zachęta. Tu należy się Czytelnikom pewna anegdota. Otóż Tomek Kudyk stwierdził kiedyś, że po dwóch tygodniach zajęć ze mną schudł 5 kilogramów i poprosił zaraz, żeby mu jeszcze pomóc zrzucić kolejne 2 kilogramy. Powiedziałem, żeby się nie martwił, bo za dwa tygodnie będzie to załatwione. Był zadowolony. Dodatkowo, jeśli jest wzajemny szacunek i właściwe relacje w zespole, zawodnicy chcą przychodzić na zajęcia i mecze. Przede wszystkim jednak piłka nożna to dla wielu z tych ludzi sposób na życie. Tak, tak. To styl życia. Bez tego wielu z tych chłopaków nie wyobraża sobie siebie bez futbolu. Gdyby nie to pewnie siedzieliby jak inni z pilotem przed telewizorem.

Jak powinna prezentować się drużyna Mamr na wiosnę?

Przede wszystkim pracuję nad tym, żebyśmy więcej grali piłką, żeby było mniej jej przetrzymywania, zwalniana akcji, ani grania "na dzidę" - piłka do przodu i wszyscy poszli. Już sporo udało nam się z elementów taktyki przyswoić. Zaskoczyliśmy wszystkich rywali tylko jedną akcją, którą graliśmy przez całą rundę, a która przynosiła efekt. Nie było tu mowy o żadnym przypadku, bo tylko w jednym spotkaniu nie strzeliliśmy z niej bramki. Manewr polega na tym, że boczni pomocnicy wyciągają swoich opiekunów do linii bocznej, robiąc sobie miejsce na dobiegnięcie do piłki zagranej na skrzydło. Potem jest dośrodkowanie w pole karne, takie - jak my to nazywamy - ciasteczko, które konsumuje Mariusz Mogilski albo zamykający akcję pomocnik z przeciwległej flanki. Bardzo dobrze ten wariant sprawdzał się zwłaszcza w wykonaniu Grzegorza Biercia.

Muszę ci przyznać, że zaimponowałeś mi osobiście, a zapewne i wielu obserwatorom tym, że nie wahałeś się zdejmować z placu zawodników, o których sądziło się zawsze, że mają abonament na grę w podstawowym składzie. Ba! Zdarzyło ci się parokrotnie odesłać na ławkę tak cenionego i doświadczonego zawodnika jak Michał Sadłos, który jest także członkiem władz klubu!

Jeżeli chodzi o Michała, to jest to zawodnik bardzo dobry, bardzo potrzebny drużynie, nieustępliwy ale czasami daje się ponieść emocjom. O ile sobie przypominam to sadzałem go na ławce wtedy, gdy bałem się, że za swoje zachowanie może dostać czerwoną kartkę. Tak było w meczu z Warmią, gdzie widziałem, że po otrzymaniu upomnienia ciągle utrzymuje się napięcie pomiędzy nim, a sędzią, które lada chwila może zakończyć się wyrzuceniem z boiska i osłabieniem drużyny.

No tak, ale zdejmując członka zarządu z placu narażasz się na reperkusje(śmiech).

O, nie! Nie sądzę, żeby ktoś tak myślał. Tym bardziej Michał. To człowiek o dużej klasie i kulturze osobistej. On wie, że najważniejsze dla mnie jest dobro drużyny i tym się zawsze kieruję w swojej pracy. Jestem przekonany, że wszyscy to rozumieją i akceptują. Nie może być inaczej. Dobrego zawodnika cechuje to, że w każdej sytuacji potrafi się zachować, zaakceptować decyzję trenera. Przecież Zidane'a tez trenerzy ściągają z boiska i nie słyszałem, żeby robił z tego tragedię.

Muszę ci pogratulować jednej rzeczy. Zwykle na początku sezonu kadra zespołu jest szeroka, a pod koniec rundy trzeba na siłę wyciągać zawodników z domów albo uzupełniać skład juniorami. Teraz jest inaczej.

Rozwiązanie jest proste. U mnie nikt nie może się czuć niepotrzebny, odrzucony. Daję szansę grania wszystkim piłkarzom. Gdybym ich trzymał na ławce, nigdy nie dawał szansy gry, to tacy sportowcy jak Damian Suchocki i Robert Adamski, czy ambitny Piotrek Kaczorowski nigdy by nie zaistnieli. To działa też w ten sposób, że żaden piłkarz nie może czuć się monopolistą na swojej pozycji, co doskonale mobilizuje do większej pracy i zdrowej rywalizacji.

Którego za zawodników wyróżniłbyś po pierwszej rundzie?

Zdecydowanie Tomasza Kamińskiego. Ten chłopak wykonał największą pracę. Poświęcaliśmy treningom bramkarskim dodatkowy dzień w tygodniu. Zawodnicy pracowali na nich bardzo ciężko. Tak ciężko, że nie na koniec nie mieli sił, żeby zdjąć siatkę z bramki. To zaprocentowało równą formę w trakcie całej rundy, a kibice mogli dzięki temu podziwiać wiele niewiarygodnych parad w wykonaniu kamyka. Często zdawało się, że piłka jest już w bramce, a Tomek wyrastał jak spod ziemi i wybijał ją albo łapał. Zdecydowanie i bezsprzecznie właśnie Kamiński był naszym najlepszym piłkarzem.

Który z twoich zawodników poczynił największe postępy?

Biorąc pod uwagę poziom z pierwszych meczów sezonu z ostatnimi spotkaniami muszę wyróżnić obrońców. Zarówno Robert Adamski jak i Damian Suchocki najbardziej rozwinęli się piłkarsko i na koniec rundy stali się pełnoprawnymi członkami drużyny.

Największe twoje rozczarowanie.

Dwa mecze z drużynami czołówki. Według moich planów właśnie na kończące spotkania z MKS Szczytno (3:3 - red.) i Pisą Barczewo (1:1) miał przypaść szczyt formy. Tymczasem zaledwie remisowaliśmy, a mecz w Barczewie to z mojego punktu widzenia kompletna porażka. O ile we wcześniejszym meczu ze Szczytnem jeszcze podjęliśmy walkę na własnym stadionie, o tyle na wyjeździe zupełnie nie poznawałem zespołu. Miałem wrażenie, że niektórzy albo się wystraszyli rywala, albo zbytnio zlekceważyli.

Kilka słów o przeciwnikach. Który cię najbardziej zaskoczył?

Zdecydowanie Pisa, która w ciągu tygodnia potrafiła zagrać makabrycznie w Korszach, gdzie powinna przegrać różnicą pięciu bramek, a już w meczu z nami zagrała wręcz bardzo dobrze, z determinacją i walecznie. Bardzo dobrze wypadł Jurand Barciany, który ma odmłodzony skład. Szczytno w Giżycku zagrało poprawnie, a drużynę tę stać na dużo, dużo więcej. Podobała mi się gra Vęgorii, ale bez poprawy gry obronnej nie osiągną wiele.

No właśnie, Vęgoria. To z tym zespołem spadłeś do A-klasy!

Hmmmm... . To fakt. Objąłem drużynę w rundzie wiosennej, po której mieli słabiutki dorobek punktowy. Do tego doszło to, że zarząd klubu w ogóle nie interesował się wynikami. Bywało tak, że przyjeżdżałem na treningi zabierając po drodze Daniela Kowalczyka, a ćwiczyliśmy we czwórkę, wliczając w to mnie, to o czym tu mówić. Tam zostałem sam ze sobą. Dowiadywałem się po meczu, że jeden z piłkarzy, który jest akurat policjantem, jeździł do Trygortu, żeby zabrać z zabawy o 4 nad ranem zawodników na mecz. To świadczy o podejściu do sportu.

Z jakimi opiniami na temat swojego zespołu się spotykasz?

Panuje powszechne, miłe zaskoczenie. Jestem z tego zadowolony, tym bardziej, że powoli zaczynają wzdychać za mną kibice w Kętrzynie. Mam ciężką rękę do treningów, bo wiem, że mecz trwa 90 minut i sił musi nam starczyć na całe spotkanie. To, co dajemy z siebie na treningach, zbieramy po meczach. Nie ma "oddychania rękawami", "umierania" w 70. minucie gry.

Poprzednio prowadziłeś Granicę Kętrzyn. Podziękowano ci tam za pracę. Kto żałuje tego bardziej?

Nie zostawiłem tam spalonej ziemi, zostawiłem zespół na wysokim miejscu, ale ambicje władz klubu były wyższe. Nieraz spotkałem się z opiniami kibiców, którzy z sentymentem wspominają moja pracę tam właśnie.

Przykład Grzegorza Piechny, który przewodzi klasyfikacji strzelców I ligi, a kilka sezonów temu grał w IV lidze, przekonuje, że na boiskach niższych lig jest wielu zawodników, którzy mogą zrobić duże kariery. Widzisz kogoś takiego w Mamrach?

Na pewno Grzegorz Bierć, na pewno Mariusz Mogilski, którzy stanowią o sile zespołu, a takim perspektywicznym zawodnikiem jest Karol Siedzik. On ma naprawdę olbrzymi potencjał. Znakomite rzeczy robi na treningach, ale w meczach się blokuje. Jeżeli rozwiąże ten problem, może być z niego pożytek. Gdyby dobrze się prowadził, swoją szansę miałby i Piotr Reczek. Swój stały poziom osiągnął Sadłos, który jednak w otoczeniu dobrych zawodników mógłby się wkomponować. Łukasz Jarmołowicz też ma spore zadatki na zawodnika dobrej klasy, ale jest jeszcze zbyt impulsywny.

Jak przygotowujecie się do rundy rewanżowej?

Treningi wznawiamy w styczniu. Będziemy zasuwać bardzo mocno po cztery razy w tygodniu aż do wznowienia rozgrywek w połowie marca. Mam świadomość, że zawodnikom w przerwie przybędzie kilogramów, ale wiem, jak to uleczyć. W przygotowaniach będą nam pomagali trenerzy lekkiej atletyki Piotr Witkowski i Jacek Guźniczak. Zamierzam korzystać tak jak dotąd z pomocy Jarosława Piechny, który opracuje program dla bramkarzy. Na pewno będzie dużo pracy, ale ciekawej i urozmaiconej. Od lutego gramy już sparringi. Na wiosnę postaramy się utrzymać swoją pozycję w tabeli i... awansować do IV ligi.

Dziękuję za rozmowę

Z Andrzejem Klimowiczem rozmawiał Andrzej Banaś

dod. young
Tabela
Brak kolejek.


Mecenasi sportu




video



Linki

Sportowe
wyniki na żywo






FORUM GKS MAMRY
archiwum
sezon 2011/2012
sezon 2010/2011
sezon 2009/2010
sezon 2008/2009
sezon 2007/2008
sezon 2006/2007
sezon 2005/2006
sezon 2004/2005
sezon 2003/2004

archiwum sond
statut



Wejść na stronę: 2569387
Wejść na stronę: 2569387Wejść na stronę: 2569387Wejść na stronę: 2569387Wejść na stronę: 2569387Wejść na stronę: 2569387Wejść na stronę: 2569387Wejść na stronę: 2569387